to nie byly wymarzone urodziny. ale chyba tylko tyle na ten temat.
nie zawiodlam sie.. moze to nie to.. ale na pewno bylo mi strasznie
smutno.
pierwszy dzien w wieku 21 tez zaczal sie niemilo.
nienawidze takich rozstam, bez spojrzenia w oczy, jak w "amerykanskim
filmie", zeby pokazac jak bardzo cos jest obojetne.
mam
wolne. powiedzmy, ze mam wakacje. chyba pora rozpakowac sie z
kartopnow, toreb, pora posprzatac mieszkanie, w sumie mam mase czasu.
nie ludze sie nawet, ze on zrobi pierwszy krok.
o wlasnie! ZNOWU
sie na czyms sama zlapalam. i tak wlasnie wyglada moja nauka: "prawo
sadownicze..", hm.. "fajnie, ze chciaz mi odpisal". tak jak tu. tylko,
ze tu notka jest troche niespjojna.
wrozka z wp znowu
pisze do mnie sms-y i straszy mnie, ze 26 wrzesnia to bedzie data,
ktora zmieni bardzo duzo w moim zyciu. ze wszytskie sprawy wyjda na jaw
26 wrzesnia. i znowu czekam na jakas kolejna durna odpowiedz. ale
jakos.. postanowilam sprawdzic jakie sprawy.. Otoz karta kochankow,
ktora pojawia sie w koronie ukladu wskazuje na to, ze sprawa ta zwiazna
jest z moja strefa uczuc. I pewien mezczyzna, ktory pojawia sie w
kartach przy mojej osobie, cos ukrywa przede mna i okresla go karta
ksiezyc. bzdury..
ale.. czyzby kobieca intuicja i glupie mysli nie byly tak do konca glupie? bo tak w sumie.. to to by sporo wyjasnialo...
uh..
ciag dalszy.. jest pewna tego, ze to jest mezczyzna, ktory na chwile
obecna jest w moim sercu i ma wplyw na moje uczucia, ale mam sie nie
przejmowac, bo uklad kart jest pozytywny, a on nie chce mi zaszkodzic..
ok.. ostatnie TAK na pytanie, czy chce dowiedziec sie z czym ten sekret
jest zwiazany.!
kurwa.
wlasnie dlatego przestalam odpisywac
magiczne "TAK" na takie smsy i przestalam czytac horoskopy na wp.
wszytsko jst tak realne! Pani wrozka napisala mi ze ta osoba ma wobec
mnie konkretne plany, ostatnio rozmyslal o mnie i postanowil naprawic
nasze relacje! jego intencje sa szczere, bez podstepu, Sekret zwiazany
jest z podroza, bo mowi o tym karta swiata. i co zrobilam? "tak". po co
ja wogole to wysylam?! to byl juz naprawde ostatni raz. ale.. to by sie
tak cholernie zgadzalo! zwlaszcza, ze ostatnioo dany temat byl
nieporuszany...
co dadza te dwa kolejne dni? co ja wogole
wyprawiam? chcialam powiedziec co i jak, a teraz sie zastanawiam, czy
warto..?! az tak latwo mnie zranic?
blagam, zeby to nie byla zapowiedz kolejnego popieprzonego roku akademickiego i zyciowego.
kolejna proba rozmowy skonczyla sie seria jego wyglupow, a zostala skwitowana "mam dobry dzien." znowu nic. potem kolejna proba. uzmyslowienia czegokolwiek. "jade autem".a
ja dalej tkwie w tym samym martwym punkcie. z kazdym moim slowem, ze
nie potrafie tak, ze to nie dziala, ze to nie wychodzi, ze nie moge
sobie znalzc w tym wszytskim miejsca, spotka sie z jego usmiechem i
slowami "no daj spokoj".what the fuck?
Nie chciałabym być niegrzeczna
Ale co myślisz o tym byśmy zostali sami?
Nie chciałabym być niegrzeczna
Przecież widzę jak patrzysz i nie da się ukryć
Nie chciałabym być niegrzeczna
Przecież to tylko flirt, a flirt to nie zdrada
Nie chciałabym być niegrzeczna
Ale wiem, że w twojej głowie już rozchylam kolana
(...) Chodźmy stąd i wyrzuty zostaw sobie na potem
Ja i ty zupełnie jak ty z nim u ciebie na sofie
Milcz, nie pytaj mnie o jutro, jutro, jak co dzień
Obejrzysz sobie z nim film, weźmiesz gorącą kąpiel
niegrzeczna.
dzisiaj
uslyszalam najpiekniejsza deklaracje na swiecie. pomimo braku
mozliwosci kontaktu, jedno zdanie w wiadomosci. "ja wiem, ze caly czas
chce". moze pora zdecydowac sie na cos lepszego dla mnie? tylko co jest
dla mnie lepsze? to w czym tkwie mialo mi wynagrodzic wszytskie
przeplakane noce. mialam byc najszczesliwsza kobieta na swiecie, majac
obok siebie takiego faceta. taka wersje 3 w 1. kochanek, przyjaciel,
partner. moze powinnam miec 3 osoby?
juz wiem co mial oznaczac puszczony Daab.
W moim ogrodzie, gdzie smutek gości,
Gdzie gorzkie dni i gorzkie noce,
W moim ogrodzie, gdzie samotności
Nikt nie rozjaśniał, gdzie nigdy dosyć.
W moim ogrodzie, gdzie długa zima,
Zmroziła wszelkie ciepłe uczucia,
W moim ogrodzie, gdzie strumień źródła
Zastygł w bezruchu, a czas umyka.
Aż pewnej nocy puściły lody,
Ogrodu serce mocniej zabiło,
Przyszłaś, nabrałaś źródlanej wody
I napoiłaś, a wszystko ożyło.
Byłaś tak śliczna, niczym poranek,
Niczym wiosenny kwiat jabłoni
I nie zapomnę nigdy tej chwili,
Gdy dłoń dotknęła twojej dłoni.
I nie zapomnę tych chwil radosnych,
Kiedy nie mogąc wydobyć słowa,
Z zapartym tchem patrzyłem Ci w oczy,
Tak trwała nasza bez słów rozmowa.
Ja twoje włosy dotykałem ukradkiem,
Gdy zamyślona z pochyloną głową,
Byłaś mi jak prześliczna nimfa,
Co się przegląda nad tafli wodą.
I choć tak blisko byłaś przy mnie,
Choć twoje oczy śmiały się do mnie,
Doprawdy niczego nie jestem pewien,
Co czułaś wtedy, czy wart jestem wspomnień.
daab. w moim ogrodzie.
a tak poza tym, to: http://pl.youtube.com/watch?v=tOgiedJNzE0
up and down, up and down. tak to wlasnie wyglada. probuje spojrzec na to wszystko z kazdej strony, pod kazdym katem.
to
nie zmienia mojego zdania, ze nie zniose niedotrzymanych slow,
naginania, zmieniania, dostostosowywania naszych wspolnych planow.
tymbardziej nie zniose trzeciej osoby w tym zwiazku, ktoremu wroze na
najblizszy czas brak jakiejkolwiek prywatnosci. i boli mnie ta latwosc
zmieniania planow, tylko dlatego, ze nagle ktos nie ma co zer soba
zrobic i staje sie najwazniejszy. potem nastapi przebudzenie i znowu
bedzie szukal moich plecow, chcac sie do nich przytulic nad ranem,
jednak mnie juz nie bedzie. daje sobie miesiac. na podjecie gruntownej,
madrej i przemyslanej decyzji. choc boje sie, ze jestem tak od tego
wszytskiego uzalezniona, ze nie bede mogla odmowic sobie kolejnych
dawek tego od jakiegos czasu meczacego "narkotyku".
kolejna sytuacja w ktorej przekonuje sie, ze jestem tam gdzies na liscie.
starzeje sie. bo szukam stabilizacji. to jakos coraz mniej powszechne w dzisiejszych czasach. nie potrafie zyc chwila.
staram
sie. naprawde. porzucam wszelkie zle mysli, zapominam o wpadkach,
zagryzam wargi, gdy mam swiadomosc, ze cos nie tak, ale w sumie moge to
przelknac. staram sie. tylko... dlaczrgo ja to robie? skoro i tak
dostaje wyraznie do zrozumienia, ze pewne rzeczy sa ode mnie
wazniejsze, ze pewne plany mozna dopasowac. nawet jesli to calkowicie
nie to samo o czym rozmawialismy, to moge sie dostosowac.nie zdzierze
tego. i mysle, ze odejde, jesli to ma tak wygladac.
porozmawiajmy
o tym, czy facet czuje, ze cos robi zle? co jesli facet nie przeprasza,
ze robi cos zle? co jesli my mowimy mu, ze tak jest, to i tak on udaje,
ze wszytsko ok? o czym swiadczy to, ze wspolne plany mozna zmieniac z
taka latwoscia, ze staja sie nic nie znaczacymi slowami? i sa
sprowadzane do niczego? o czym? ze facet cie nie szanuje, ze mu na
tobie nie zalezy, czy ze jest egoista?
brakuje mi
przyjaciela. kogos kto mnie wyslucha bez wzgledu na to, czy jest
wschod, czy zachod slonca. kogos kto nie bedzie decydowal za mnie, czy
forma i czas w jakim chce sie wypowiedziec jest ok. kogos kto nie
bedzie mi kazal czekac z kazda rozmowa do nastepnego dnia i to tez
zostawiajac mnie w niepewnosci, czy aby na pewno znajdzie sie ochota i
czas na wysluchanie mnie. czy na pewno to bedzie temat na ktory zostane
wysluchana. bo to moze byc temat na ktory moze akurat zabraknac ochoty.
znajde
kogos innego. kogos, kto bedzie chcial mnie wysluchac o kazdej porze i
w kazdej formie. nastapi to, czego on boi sie najbardziej. znajde kogos
takiego jak on byl kiedys. tylko... dlaczego w takim razie on nic z tym
nie robi?
dlaczego potrzebujemy, zeby miec kogos obok
siebie. dlaczego ja potrzebuje. dlaczego tak kurczowo trzymam sie go.?
patrze w jego oczy i wierze, ze on jest dobry, ze trzeba go po prostu
nauczyc. ale im dluzej probuje tym bardziej ranie siebie. i tym
bardziej widze, ze pewne rzeczy sie nie zmienia.
wyobrazam
sobie siebie jako singla. siedzacego w swoim pokoju, z ksiazkami, kawa.
myslaca o tych dwoch latach jednego wielkiego popieprzenia. myslaca o
tym co stracilam a co zyskalam. a nie powinnam sie zadreczac. powinnam
sie wsluchac w siebie. ale boje sie. bo czasami sie okazuje, ze
wszytsko co robie, co sie dzieje, to wcale nie to, to chcialabym. nagle
odkrywam tysiace mozliwosci. i to mnie przeraza. bo ja chyba lubie to
ustatkowanie. i boje sie wiekszych zmian. albo mam ich dosc.
moje zycie i tak by sie az tak nie zmienilo. i tak czesto czuje sie w tym wszytskim sama.
jest
tyle rzeczy, ktorych nie mam jak powiedziec. ciagle nie ten czas, nie
ta forma. i zawsze nawet jesli jestem spokojna, to kiedy pojawia sie
problem, to zawsze sie i tak nakrecam. nawet gdy jestem spokojna to na
pewno sie nakrecam. bo na pewno szukam powodu do klotni. bledne kolo.
coraz mniej sensu w tym wszytskim.
czy ze mna cos nie tak?
zamykam
oczy i jestem w gorach. od razu sie usmiecham. moze to jakis znak? moze
tak mocno siedzi mi w glowie ten wyjazd, bo pierwszy raz od jakiegos
czasu bylam naprawde szczesliwa? dawno sie tak nie usmiechalam jak tam.
tylko dlaczego znowu to, co sprawia, ze jestem szczesliwa jest tak daleko?
What if there was no light
Nothing wrong, nothing right.
What if there was no time?
What if you should decide
That you don't want me there by your side.
That you don't want me there in your life.
Every step that you take
Could be your biggest mistake
It could bend or it could break
But that's therisk that you take
How can you know it when you don't even try?
Coldplay.what if.
chyba licze, ze uslysze cos w stylu the scientist.coldplay.